Jany

Szukajcie a znajdziecie, pukajcie a drzwi zostaną otwarte, dzwońcie a słuchawka zostanie podniesiona. I choć chciałbym aby tak zawsze było, to często gdybym nawet przetrząsnął świat i zajrzał w każdy zakamarek to nie znajduję. I choćbym drzwi wyważał, to głuche na wołanie. A w głowie tylko telefony telefony… Tym razem aby trafić na szczęśliwe zakończenie wystarczyło mniej zachodu niż było w Pewexie.

Czytaj dalej Jany

Piwonie

Ten tydzień mija szybciej niż poprzedni. Nie dlatego, że urwał mi się film lub przespałem ze dwa dni. Wręcz przeciwnie. Rozsądnie aczkolwiek z żelazną konsekwencją realizowałem planową gospodarkę czasem. Czasem przychodziło to opornie niczym wystawienie biegowych butów za drzwi w deszczowy ponury poranek. Zazwyczaj zwyczajnie, bez przesadnie euforycznych fajerwerków, tak jak miało być.

Czytaj dalej Piwonie

Głowobieganie

Podczas kolejnych treningów w nozdrza uderza morze wilgoci, co krok potykam się o saprofity, wstając o piątej rano darmo wyglądam słońca. Tak, to jesień wypuszcza straż przednią a wraz z nią pstryczek w nos dla tych którzy niewystarczająco mocno przepracowali wakacyjny czas. Za chwilę staniemy nerwowo chrząkając i spluwając pod stopy, w szranki na maratonach tak epicko nośnych i nawet człapaczom przynoszących chwałę. Lub na zwyczajnej połówce– ta na mnie cierpliwie czeka jako przetarcie przed głównym startem. Ale do tego jeszcze chwila.

Sporego pstryczka a właściwiej rzec kuksańca dostałem dwa tygodnie temu podczas treningu T, który zakończył się jeszcze przed rozpoczęciem. Zakończył się jak tylko zadzwonił budzik. Od samego początku czułem się zniechęcony, zmęczony, bez mobilizacji. To nie był mój dzień. To znaczy wybiegłem i trochę powalczyłem zanim go przerwałem ale to był trening wstydu. Na szczęście odebrałem to jako ostrzeżenie i wczoraj stawiając pierwsze kroki rozgrzewki wiedziałem, że tym razem będzie inaczej.

Jak wstałem to miałem odczucie, że może to nie będzie dzień konia ale chociaż kucyka- to powinno wystarczyć żeby nie było powtórki. W głowie dźwięczały słowa Andrzeja z Lasu „Kamilu, pierwsze 2 km to męczarnie, po 5 km następuję adaptacja organizmu (słowa Trenera) i się leci. LATAJ…” I pomimo, że zapamiętałem je bardziej jako- Kamilu, pierwsze dwa powtórzenia to męczarnie a potem już się leci. To tego się trzymałem- walki a nie odpuszczania.

Spokojna rozgrzewka, z dobrymi parametrami. Porozciągałem się i ze strachem ruszyłem na T. Na walkę również z brzydkim umysłem.

Trudny trening (….) Walczyłem z głową aby nie odpuścić tak jak dwa tygodnie temu. Nie utrzymałem zadanego tempa. Najbardziej brakowało w oskrzelach. I T dość dobrze, pobiegłem z respektem. Podczas II trochę brakowało mocy i czułem się jakbym nie mógł wrzucić kolejnego wyższego biegu, mobilizowałem się od ok 6′ żeby nie odpaść z treningu. III T organizm oswoił się z wysiłkiem choć nie miałem mocy na 4:20. Nogi podczas czwartego T wydawały się lżejsze ale nie było łatwiej.

Tak wygląda trening w szczegółach: T 

ocochodziwbiegu
T

Zależało mi aby trening ukończyć po walce a nie żeby przedwcześnie zejść ze sceny pokonanym. Zależało mi aby głowa wróciła na dawne tory a płuca przewietrzyły się ze strachu przed bólem i cierpieniem. Zależy mi aby dobrze przepracować pozostały okres co ma zaprocentować piękną walką i dniem konia jedenastego listopada. Przeczesując ręką włosy, drapiąc się po głowie i nie tylko, szukałem schowanej gdzieś głęboko  wewnętrznej werwy i radości na bieganie. Chyba już jest!

I pomimo że dzisiejsze E było obciążone wczorajszym treningiem oraz wieczorną imprezą urodzinową. I pomimo kiepskiego samopoczucia podczas biegu, odnalazłem przyjemność w poceniu się! Czego i Wam życzę!

P.S. Podejrzewam, że również każdy z nas trenujących pod okiem trenera pozytywnie reaguje na słowa wsparcia i merytoryczne uwagi. Zawsze jestem ciekaw czy moje odczucia co do realizacji treningu są tak samo odbierane przez niego. Nawet jak jest cięty, gdy zawalę.

P.S.S. Również Na GC dobrze jest się wzajemnie obserwować, podpatrywać i wspierać. A nie tylko biegać po lesie i się nawet nie widzieć.

P.S.S.S. Jak jest mowa o bieganiu i wzmacnianiu głowy to moje myśli często biegną do Tomka Staśkiewicza którego lata temu obserwowałem podczas trudnej sytuacji życiowej, która kazała mu spędzić długie miesiące w Bydgoszczy, ale dzięki temu mieliśmy okazję na długie przegadane wybieganie. Głowobieganie.

Bieganie to nie tylko czworo- głowych wzmacnianie!

P.S.S.S.S.

Losowanie wyniku konkursu z FB: